Szkolny wolontariat tworzą uczniowie z naszej szkoły, którzy wzięli sobie do serca słowa – Błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty – Laureatki Pokojowej Nagrody Nobla: Nie możemy robić rzeczy wielkich, ale możemy robić rzeczy małe  z wielką miłością.”

Witam serdecznie wolontariuszy z naszej szkoły oraz wszystkich, którym bliska jest idea naszego wolontariatu. Mam nadzieję, że będziemy wspólnie tworzyć ten blog. Liczę na Was i na naszych Podopiecznych. Zapraszam do dzielenia się spostrzeżeniami, refleksją i dobrym słowem.

 

Pomaganie wzmacnia, uwrażliwia…

W wolontariacie szkolnym działałam od drugiej klasy gimnazjum. Moje pierwsze wyjście do Domu Pomocy Społecznej Sióstr Serafitek było dla mnie niezwykłym i z pewnością niezapomnianym wydarzeniem. Po raz pierwszy bezpośrednio zetknęłam się z osobami niepełnosprawnymi. Nie ma słów, które mogłyby opisać targające mną emocje, podczas każdej mojej wizyty w ich domu. Nigdy nie było tak samo. Raz radość zwyciężała nad smutkiem, innym razem rozżalenie, spowodowane mą bezsilnością wobec ich chorób, uniemożliwiało mi pełne przeżywanie naszych wspólnych zabaw. W trzeciej klasie zainteresowałam się też najmłodszą z dziewczynek – małą Natalką. Odwiedzałam ją w szpitalu, kupowałam od nas zabawki, a w tym miesiącu spotkała mnie wspaniała niespodzianka. Gdy tylko weszłam do DPS-u, siostra Sylwia zawołała mnie na drugi koniec sali i pokazała Natalię leżącą na wielkiej poduszce przy fotelu. Jej widok mnie zaskoczył, gdyż rzadko opuszczała hostel i nigdy nie bywała na naszych zabawach. Przez cały dzień mogłam się nią opiekować. Wieczorem zaniosłam ją na oddział dla dzieci leżących. Przy okazji poznałam pozostałe podopieczne sióstr, z którymi podczas zwykłym wyjść nie miałam styczności.

Do końca życia nie zapomnę wolontariatu i DPS-u. Dziewczynki wielokrotnie zaskakiwały mnie swymi reakcjami. I choć większość z nich jest ode mnie sporo starsza, to wszystkie są tak ufne, radosne i szczere jak małe dzieci. Tak strasznie żałuję, że nie mogę dać im zdrowia i normalnego życia z prawdziwą rodzina u boku. Mogę tylko próbować dać im choć odrobinę szczęścia, wnieść w  ich życie miłą odmianę, odwrócić ich uwagę od tego, co złe i trudne.

Szkoda, że to już koniec mojej przygody z wolontariatem szkolnym gimnazjum nr 63 w Poznaniu. Mam jednak cichą nadzieję, że nie jest to równoznaczne z zakończeniem mojej działalności w „domu przy ulicy św. Rocha”.

Aleksandra Owsianna klasa IIIa, 2011/12

Uczestniczenie w spotkaniach szkolnego wolontariatu, poznanie  podopiecznych sióstr Serafitek  dało mi więcej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Spędzony wspólnie czas niezwykle integruje ludzi, sprawia, że wolontariusze uczą się tolerancji… Spotkania w DPS-ie uczą traktować odmienność jako coś normalnego, co nie przeszkadza w kontaktach międzyludzkich. Zaczyna się dostrzegać to, że osoby nie w pełni zdrowe także potrzebują miłości i zrozumienia oraz mają takie samo prawo do życia jak wszyscy inni. Obcowanie z dziećmi z DPS-u sprawia, że zaczynamy dostrzegać to, co mamy-zdrowie, kochającą nas rodzinę, przyjaciół. Praca z osobami niepełnosprawnymi uwrażliwia na czyjąś samotność, chorobę; zachęca do pomagania, poświęcenia czasu drugiemu człowiekowi; przywołuje uśmiech. W DPS-ie można odkryć inny, lepszy świat, w którym nikt nas nie ocenia, w którym nie musimy nikogo udawać, w którym czujemy się potrzebni i doceniani. Podopieczni sióstr Serafitek przekazują nam niezliczoną ilość dobrej energii i uśmiechu, co ładuje nam- wolontariuszom akumulatory optymizmu. Sprawia to, że kiedy wychodzimy na ulicę i spotykamy ludzi patrzących na nas krzywo, obrażonych na wszystko dookoła i mających ciągle do nas pretensje, jesteśmy w stanie uśmiechnąć się i powiedzieć miłe słowo. Jestem przekonana, że w przyszłości, także w innych szkołach, będę starała się włączyć w taką bezinteresowną pracę na rzecz innych.

Wiktoria Michalal kl. IIIc, 2011/12

 

Tak było w czerwcu 2011 roku u naszych przyjaciół w DPS


 

Te wizyty zawsze wywołują we mnie spotęgowaną falę pozytywnych uczuć. Pobyty w DPS to bardzo ważne przeżycie. Stałam się bardziej wrażliwa na ludzką krzywdę i zauważyłam, że idąc do podopiecznych Sióstr Serafitek czuję się dumna z siebie, bo robię coś dobrego, bo angażuję się w  sprawy , które dla  wielu  są wstydliwe.  Mam przy tym okazję przebywać ze szczerymi, spontanicznymi, wartościowymi ludźmi- może trochę innymi, ale na pewno nie gorszymi od nas.  Luiza Gawrońska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przez dwa lata należałam do szkolnego wolontariatu-był to czas dużych zmian w  moim życiu. Zaczęłam doceniać to, co mam i zrozumiałam, że są na świecie ludzie, którzy nie mają prawdziwej rodziny. Przez działalność w wolontariacie zmienił się także mój pogląd na świat. Zaczęłam dostrzegać to, czego kiedyś nie zauważałam. Stałam się przez to bardziej wyrozumiała i cierpliwa. Dzięki wyjściom do Domu Pomocy Społecznej spotkałam osobę, na którą warto zwrócić uwagę. Jest to Siostra Sylwia. Podziwiam ja za życzliwość i spokój z jakim odnosi się do swoich podopiecznych.. Radość z jaką dzieci niepełnosprawne nas przyjmowały  jest nie do opisania. Warto więc poświęcić im czas i  uwagę. Pozdrawiam, Luiza Gawrońska 3c, 2011/12

 

 

 

Na wolontariat przyszłam z chęci pomocy innym, ale także ze zwykłej ciekawości. Przez całe dwa lata uczestniczyłam w wielu akcjach. Największą jednak radość sprawiały mi spotkania z dziećmi niepełnosprawnymi, które tak jak my potrzebują miłości i zainteresowania. Zrozumiałam, że warto pomagać, by swoim zachowaniem dawać przykład innym. Mam nadzieję, że również w liceum będę miała taką możliwość.

Asia Wawrzynowska